OBEJMUJĄC PODZIEMIE 2026
Great Mother House · 20 kwietnia 2026
Niedawno temu z powodzeniem zakończyliśmy w Polsce kolejną edycję retritu „Obejmując Podziemie”. Głęboką podróż transformacji ciemności i cienia poprzez tantryczne rytuały i sesje pracy z ciałem. Jak co roku dla wszystkich uczestników warsztatu wiele się w trakcie wydarzyło.
Indywidualne procesy wielu osób dotyczyły transformacji podziemnych części związanych z męskimi archetypami niszczyciela i gwałciciela, które bezpośrednio korespondują z otaczającym nas polem mrocznej męskości. Mężczyźni, ale też kobiety, mogli stanąć twarzą w twarz ze swoimi niezdrowymi męskimi aspektami, wyzwalając swoją wewnętrzną moc i energię stłumionego gniewu, schowaną głęboko z obawy przed zniszczeniem siebie i otoczenia.
U wielu osób aktywacja męskiego podziemia rozpoczęła demontaż wewnętrznej struktury poczucia winy i nienawiści do siebie. Struktury, które z czasem przekształcają się w nasze osobiste więzienie.
U wielu kobiet, męskie podziemne części tłumiły i zniewalały ich kobiecą linię rodową poprzez pokolenia. Stopniowo w trakcie warsztatu zostały w końcu zidentyfikowane i zneutralizowane. W wielu sytuacjach już samo ucieleśnienie cierpiących i głodnych aspektów powodowało ich uwolnienie i transformację.
W trakcie retritu poświęciliśmy również czas na aktywację i uzdrowienie naszej wewnętrznej ciemnej kobiecości, co stworzyło silne pole neutralizujące mroczne aspekty męskie. Jednocześnie, dzięki obecności archetypu bogini Kali, niektóre podziemne aspekty mogły zostać przekształcone w sprzymierzeńców i protektorów. Część uczestniczek mogła się połączyć z pamięcią wewnętrznych żeńskich struktur żywiących urazę do męskości i pałających żądzą odwetu. Dzięki ucieleśnieniu tych dzikich, głodnych i szalonych aspektów, mogły odzyskać dostęp do osobistej mocy.
W czasie całego procesu warsztatowego mroczne, wyparte aspekty naszej osobowości zostały przyjęte, nakarmione oraz połączone z sercem i naszą wyższą jaźnią. Po raz kolejny proces „Obejmowania Podziemia” otworzył przestrzeń bezwarunkowej miłości dla naszego osobistego i zbiorowego cienia. Kreując pole w którym wszystkie odrzucone i stłumione części mogą się pokazać, zostać wyrażone, nakarmione i zintegrowane. Dzięki temu procesowi większość uczestników warsztatu wkroczyło w nowy etap życia z większą akceptacją samych siebie i uważności na aspekty ukryte w naszej pamięci ciała.
•••••••••••
Kilka ciekawych relacji uczestników tegorocznego retritu pracy z podziemiem:
Przyjęcie Podziemia – Podsumowanie
To, czego doświadczyłam w podziemiu, naprawdę odmieniło moje życie.
Udało mi się połączyć z wieloma istotami we mnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Pierwszym, który się pojawił, był smok. Bardzo silny, potężny smok z dużymi skrzydłami. Podczas pierwszej sesji poczułam się wzmocniona. Ale podczas drugiej sesji odczuwałam zbyt duży ból i nie byłam pewna swoich granic. Próbowałam się przez to przebić, wręcz zmuszając się do znoszenia tego. A to miało odwrotny skutek – zarówno na moje podziemie, jak i na mojego smoka.
Nadal mogłam się z nim utożsamiać i go ucieleśniać, ale sam smok czuł się zamknięty. Stał się bardzo smutny, niemal jak ofiara – płakał w kącie jaskini.
Po tym, podczas kolejnych sesji, zdecydowałam, że nie chcę już przeć przez ból. Chciałam spróbować innego podejścia. I ta zmiana bardzo mi pomogła.
Podczas kolejnych sesji połączyłam się ze swoją wewnętrzną wiedźmą.
Naprawdę ją czułam. Czułam ten głęboki gniew wobec mężczyzn i pragnienie zemsty.
Miałam te żywe, niemal figlarne, ale mroczne fantazje – odcinanie im lingamów, gotowanie z nich zupy, robienie z nich hot dogów, a potem sprzedawanie im ich z powrotem. I było w tym coś niemal radosnego. Było to kreatywne, pomysłowe i dawało mi dziwne poczucie przyjemności. Ciekawie było obserwować ten kontrast – mrok obrazu, ale jednocześnie lekkość i radość, które czułam, będąc w tej wiedźmiej energii.
Potem, podczas innych sesji, zaczęłam łączyć się z męskim podziemiem.
To tam spotkałam moją energię wilkołaka – a także to, co mogę opisać jedynie jako energię gwałciciela. Do tej części było o wiele trudniej dotrzeć. Było wokół niej dużo wstydu. Ale jednocześnie były tam też chwile radości – zwłaszcza gdy łączyłam się z czystym aspektem wilka. Kiedy po raz pierwszy naprawdę wypuściłam tego wilka, poczułam się niesamowicie żywa. Pełna energii. Miałam wizje polowania, jedzenia mięsa, krwi – bardzo pierwotne, bardzo zwierzęce.
I dało mi to mnóstwo siły życiowej. Miałam ochotę biec przez las, znaleźć inne wilki, należeć do tego stada. Czułam się jak sojusznik, jak coś głęboko naturalnego we mnie.
Ale potem odkryłam, że pod tym kryje się jeszcze mroczniejsza warstwa.
Część tej energii, która chciała zaatakować kobiety. Która chciała brać bez ich zgody. I to było niezwykle konfrontujące. Jako lesbijka zawsze bardzo uważałam – wręcz hiperświadomie – żeby nie sprawiać kobietom kłopotu, żeby szanować granice. Więc odkrycie w sobie części, która po prostu chciała brać, brać, brać… to było przerażające.
A obrazy, które się z tym wiązały, były bardzo intensywne.
Widziałam siebie gwałcącą dziewicę. Ruchającą ją, mimo że tego nie chciała. Agresywnie oblizującą jej cipkę, a nawet gryzącą ją do krwi, a potem ssącą tę krew.
To było brutalne, gwałtowne i głęboko niepokojące. A jednocześnie byłam w stanie to znieść. Obserwować. Nie odgrywać tego, ale pozwolić temu zaistnieć we mnie.
Podczas sesji mogłam płynnie poruszać się między tymi różnymi energiami – w zależności od tego, co zostało uruchomione, muzyki, czy tego, czy pracowaliśmy w męskim, czy żeńskim podziemiu. I w końcu udało mi się przyjąć wszystkie te części do serca. Zaakceptować je. Nie odrzucić, ale zintegrować i dodać im lekkości.
Potem, na wyższym poziomie, otworzyło się coś zupełnie innego. Miałam wizję siebie jako bożka Pana grającego na flecie. Jako wróżki – dobrej, kochającej wróżki. Przynoszącej połączenie, łagodność i miłość wszystkim istotom żyjącym w moim podziemiu. I ta część była bardzo wzruszająca.
Uczestnik ”Obejmując Podziemie” w marcu 2026 r.
•••••••••••
MOJE DOŚWIADCZENIE Z PODZIEMIEM
Już podczas pierwszej sesji nagle pojawiła się wizja. Doświadczyłam siebie jako istotę stojącą w płomieniach. Uczucie i wizja pojawiły się jednocześnie, bardzo intensywnie, bez żadnej historii ani delikatnego wstępu. Doznanie i świadomość pojawiły się nagle. Zobaczyłam obraz siebie otoczonego ogniem i jednocześnie poczułam się, jakbym naprawdę znajdowała się w ogniu, przeżywając tę sytuację.
Byłam mieszanką kobiecej istoty ludzkiej i istoty smoczo-gadziej, i byłam spalana za to, kim jestem. Nie wiem, czy miałam „dobre”, czy „złe” intencje wobec tej planety, ale szczerze wierzyłam, że byłam niewinna i po prostu żyłam zgodnie ze swoją naturą – nie chcąc aktywnie krzywdzić ludzi. Chcę po prostu robić swoje.
Ale oni mnie nie rozumieją, przytłaczają mnie i palą. Podczas tej sesji doświadczyłem WŚCIEKŁOŚCI, ZEMSTY i NIENAWIŚCI wobec tych ludzi. Nie stoczyłam uczciwej walki – zostałam pokonana. Ta ludzka rasa może być bardziej rozwinięta niż mój gatunek, mniej zwierzęca i bezpośrednia, ale oni są po prostu głupi. Ja jestem gadem, jestem tylko ja, jestem samotnikiem i rozumiem, że oni także są rodzajem zwierzęcia, które żyje w grupach.
I płonę w tym ogniu, podczas gdy oni obojętnie patrzą, i czuję swoją moc i swoją esencję, i wiem, że mam gruczoły jadowe i kły. Rozpylam swoją truciznę na tych ludzi, i krzyczę z całej duszy, podczas gdy mój kwas topi im twarze. Jestem tym, kim jestem, ale przestrzegałam zasad współistnienia. Oni złamali zasady z głupoty, a teraz wszyscy powinni poczuć ogień mojego jadu.
Podczas sesji zauważam, jak moje ciało najpierw przechodzi przez ten emocjonalny i fizyczny ból, wijąc się – a potem wstaję, by spryskać wszystkich swoim jadem i okazać im swoją odrazę. Nienawidzę ludzkiej rasy! Pojedynczo są tak słabi, ale razem działają jak zbiorowy rój – niekoniecznie inteligentny z mojej perspektywy, ale zbyt potężny – więc zniszczę ich wszystkich, póki płonę.
Reszta sesji przebiega bez większych wydarzeń. Ta wizja i realizacja mojej zemsty trwały prawdopodobnie tylko kilka minut, ale były niezwykle intensywne i żywe. Jasność była zdumiewająca. Mój partner i wspaniali członkowie zespołu próbowali mnie ciągle prowokować, ale byłam już wyczerpana i zmęczona, i moja świadomość wróciła do sali seminaryjnej. Energia i wspomnienie o gadzim bycie, ból i zemsta – te wibracje wciąż rezonowały. Nadal rozpylałam jad, żeby zostawili mnie w spokoju. Nadal stałam w ogniu – wierząc, że zawsze będę musiała stać w tym ogniu, jako wieczne przypomnienie ludzkiej głupoty i mojego bólu.
Refleksje
Czuję, że dzięki spotkaniu z gadzią istotą odzyskałam część obiektywizmu. Staram się nie podchodzić do tego mentalnie, a raczej rozpoznawać częstotliwości emocjonalne, których doświadczyłam podczas sesji. Podczas sesji moje uczucia składały się z zemsty, nienawiści i gniewu – ale nie dlatego, że ja lub moje ciało zostało zniszczone, a raczej z rozczarowania tym, czego musiałam doświadczyć.
Powiedziałabym, że uczucia nie zniknęły, ale teraz potrafię je lepiej umiejscowić. Czuję, że to wspomnienie jest gdzieś głęboko zapisane w moim DNA i od czasu do czasu wypływa na powierzchnię. Tak czy inaczej, te częstotliwości wpłynęły na moje życie – ale teraz potrafię je lepiej rozpoznać takimi, jakimi są: starymi wspomnieniami, które mogą pośrednio wpływać na moje życie, jeśli nie zobaczę ich takimi, jakimi są.
Dzięki temu doświadczeniu czuję, że teraz mogę łatwiej rozpoznać, zrozumieć i pozwolić tej części istnieć. Jednocześnie czuję, że ta część jest obecnie bardzo aktywna. W dniach po odosobnieniu miałam bardzo wyraziste sny o śmierci, ciemności i morderstwie. Pewnej nocy coś próbowało mnie dusić. To było bardzo intensywne doświadczenie. W jakiś sposób ta istota rozluźniła uścisk na mojej szyi, ale nadal była obok mnie. We śnie zaczęłam intonować mantrę Kali i otoczyłam nią istotę. To dodało mi mnóstwo siły. Kiedy się obudziłam, czułem się silna – i od tamtego snu tego typu sny już się nie powtórzyły.
Uczestniczka ”Obejmując Podziemie” w marcu 2026 r.
•••••••••••
PAMIĘTAJĄC KRÓLA LWA. ŚWIADECTWO
Odosobnienie „Obejmując Podziemie” – Dom Wielkiej Matki
Jest poniedziałek. Wróciłem do domu z odosobnienia i wziąłem dodatkowy dzień wolnego. Moje notatki z dziennika leżą przede mną. Łączę fakty.
Zacznę od tego, gdzie to się właściwie zaczęło: od oporu.
Pojechałem na odosobnienie podziemia rok wcześniej. Moja pierwsza reakcja była prosta i jasna: „Nigdy więcej! Za dużo! Za dużo!”. I zbyt blisko rzeczy, na które starannie zaplanowałem nie patrzeć. Wtedy Dechen zaprosił mnie z powrotem. Nie namawiał, nie przekonywał, po prostu zaprosił. I wiedziałem, że muszę pojechać. Nie dlatego, że się na to cieszyłem. Nie czekałem. Ale to „nie” – oczekiwanie było dokładnie powodem, żeby powiedzieć… „Tak”.
Pierwsze dni były trudne. Trzeciego dnia moja energia osiągnęła punkt krytyczny. Wszystko we mnie stało, kurczyło się, napinało. A potem… bez dramatu, bez wyraźnego punktu zwrotnego, wszystko się odwróciło. I dalej pięło się w górę. Znacznie wyżej niż punkt wyjścia!
Moją początkową rolą było trzymanie w ryzach bezpiecznego schronienia dla innych. To rola, którą znam dobrze. Może aż za dobrze. Stała. Obrońca. Ale coś się zmieniło w ciągu tygodnia: schronienie odwróciło się i zaczęło mnie trzymać.
W tym momencie zrobiło się trudno. W najlepszym tego słowa znaczeniu.
Mam fizyczne bariery przed pewnymi formami ekspresji. Krzyczenie zawsze wydawało mi się naprawdę niemożliwe — nie jako metafora, ale jako fizyczny fakt. Gardło mi się zamykało, głos znikał w ciągu kilku sekund. To się zmieniło w tym tygodniu. A walka — nawet żartobliwa, ucieleśniona, walka na siłę — wyczerpywałam się w trzydzieści sekund. Jakbym miała ciało kogoś stuletniego. Nie pamiętam ani jednej fizycznej walki. Nawet z dzieciństwa.
Te bariery rozpłynęły się w ciągu tygodnia. Nie nagle. Bardziej jak lód w wolno płynącej wodzie. Święta loteria przynosiła mi dokładnie to, czego potrzebowałem: silne osoby, które potrafiły utrzymać moją surową energię bez mrugnięcia okiem. Olej płonął. Dosłownie i nie tylko. Ogień pod mną okazał się o wiele większy, niż sądziłem.
W tym tygodniu spotkałem cztery części siebie. „Niszczyciela”. Część, która rozmontowuje, tnie i kończy rzeczy bez sentymentów. Czystą siłę
bez przywiązania do tego, co upada. Poświęciłem mnóstwo energii, by utrzymać tę część w piwnicy. A jednak… król potrzebuje Niszczyciela. Przekształcony, staje się umiejętnością odcinania tego, co już nie służy. Czysto. Bez przeprosin.
„Gwałciciela”. Części, która nie prosi o pozwolenie. Która przekracza granice. Która bierze. Wstyd związany z tą postacią był ogromny. Nigdzie indziej w moim życiu nie mógłbym spojrzeć na tę postać bezpośrednio. Nazwać jej na głos. Wyrazić jej w bezpiecznych ramach i przeżyć wstyd z nią związany. To, co żyje po drugiej stronie, nie jest tym, czego się bałem. To siła. Przez lata myliłam nadwrażliwość na przekraczanie granic z cnotą. To coś więcej.
„Wampira”. Tego, który bez pytania czerpie energię od innych. Kiedy uważnie się jemu przyjrzałem, odkryłem w głębi duszy jego przeciwieństwo: niemal kompulsywną niechęć do przyjmowania. Nawet nie brania tego, co naprawdę moje. Nadmierną czujność na temat zajmowania zbyt dużej przestrzeni. Po transformacji ta struktura stała się pozwoleniem na ostateczne zaakceptowanie tego, co jest oferowane. Bez poczucia winy. Bez natychmiastowego oddawania.
„Wygnana Kobieta”. Z mojego żeńskiego rodu. Rana pokoleniowa. Kobiety, które nauczyły się pozostawać małymi, ponieważ bycie małą było bezpieczniejsze niż bycie porzuconą. Bycie samej. Rozpoznałem ten schemat w moim ciele w chwili, gdy się pojawił. Wspomnienie nauki umniejszania się. Pozostawania w cieniu. Bo gdzieś po drodze nauczyłem się, że konfrontacja oznacza utratę miłości. Transformacja była prosta: odwaga, by być w pełni obecnym. Wiedza, że tarcie nie oznacza odrzucenia.
Te cztery aspekty to nie patologie.
To surowe, niefiltrowane siły… uwięzione, ponieważ w pewnym momencie to uwięzienie było jedyną opcją. Trzymałem się w ryzach, żeby czuć się bezpiecznie. Stałem się bezpiecznym pojemnikiem dla wszystkich wokół mnie i zamknąłem bestię w tej roli. Tu i tam — potajemnie i nieuchronnie — energia znajdowała własne ujścia, ale nie te, które świadomie bym wybrał…
Wyzwolenie przyszło z konkretnego źródła: głębokiej energii seksualnej zawartej w praktykach. Ognia z pierwszej i drugiej czakry. Silnych kobiet, które potrafiły utrzymać moją surową energię bez zarządzania nią. Coś, co było tłumione przez bardzo długi czas, znalazło przestrzeń do ruchu.
Cztery lub pięć lat temu, kiedy po raz pierwszy spotkałem Dechena, opisałem to, czego chciałem, jednym obrazem – być królem. Królem własnego życia. Wziąć pełną odpowiedzialność za swoje terytorium.
Prawie o tym zapomniałem. Dechen nie.
Przypomniał mi o tym podczas odosobnienia. Wciąż widzi we mnie Króla Lwa. I patrząc wstecz na wszystko, co pojawiło się w tym tygodniu – niszczyciela, przekraczającego granice, tego, który zabiera, tego, który przetrwał dzięki niewidzialności – rozumiem teraz, że to nigdy nie były przeszkody. Były jego składnikami. Tłumiona, surowa moc, której król potrzebuje, aby rządzić. Nie, aby dominować.
Uczestnik ”Obejmując Podziemie” w marcu 2026 r.

